Indonezja, cz. II Bali, Ubud

Po opuszczeniu Javy udaliśmy się przez Denpasar do Ubud na Bali. Po dotarciu do hostelu Pondok Frog w Ubud czuliśmy, że będziemy zadowoleni z wyboru. Pokój pachnący czystością, świeżutkie ręczniki i pościel, pralka do dyspozycji gości, po wyjściu z pokoju cudne drewniane daszki, pod którymi jadaliśmy śniadania, a na dachu taras ze strefą wypoczynkową. Do tego goście hostelowi dostają 10 minut masażu stóp w cenie pokoju. Czy można sobie wyobrazić lepsze udogodnienia dla potrzebującej szybko wyzdrowieć osoby? 🙂 I to wszystko za 250.000 IDR za pokój za dobę wraz z przepysznym śniadaniem, czyli niecałe 70 zł!

Już następnego dnia czułam się znacznie lepiej, udaliśmy się na obiad do polecanej pobliskiej restauracji, jak się okazało – wegetariańskiej. Brak mięsa akurat tego dnia był zasadny na moje dolegliwości żołądkowe. Wieczorem udaliśmy się na godzinny masaż. Tylko 100.000 IDR (27 zł) za profesjonalny, balijski masaż. W ThaiBali w Krakowie cena ta jest kilkukrotnie większa, dlatego polecamy korzystać z masaży u źródła! 🙂  Wieczór zakończyliśmy w cudownej restauracjo-fundacji The Fair Warung Balé by the Fair Future Foundation, gdzie zjadłam najlepszą dotąd rybkę (Merlin). Wybór tego miejsca był jak najbardziej trafny. Na stolik musieliśmy zaczekać, jednak warto było. Atmosfera tam panująca była wspaniała – uśmiechnięci i pełni zapału pracownicy, którzy swoją pracą czynią wiele dobra. Francuski właściciel wygłosił przemówienie, dziękując gościom za przybycie. To miejsce jest czynne kilka dni w tygodniu, a cały zysk z restauracji jest przekazywany na cele medyczne dla miejscowej ludności. Przepiękna inicjatywa!

Kolejny dzień upłynął nam na zwiedzaniu Monkey Forest i tu, w Ubud było znacznie bardziej dziko niż w Świątyni Małp w Indiach. Wstęp kosztuje 30.000 IDR od osoby (8 zł). Od samego wejścia małpy wskakiwały na ludzi, szukając jedzenia. Otwierały plecaki, wpychały swoje łapki do kieszeni. Przesadzam? Zdjęcia mówią same za siebie.

Małpy nie są głupie. Wiedzą, że turyści się ich obawiają i dlatego mogą sobie na dużo pozwolić. W gaju sprzedawano kiście bananów do karmienia. Lokalsi sprzedający te banany nie mieli problemów z odpędzaniem ciągle głodnych małpich intruzów. Czemu? Po prostu mają do nich twardszą rękę.

Po wizycie w Monkey Forest poszliśmy na spacer jedną z proponowanych pieszych wędrówek w Ubud. Ładna trasa. Choć pola ryżowe o tej porze roku (wrzesień) są przesuszone, to mimo wszystko nacieszyliśmy oczy pięknymi widokami.

Spotkaliśmy też parę młodą podczas sesji zdjęciowej. Wyglądali przepięknie i bardzo strojnie, zarówno pani jak i pan młody!

imgp0088 - Indonezja, cz. II Bali, Ubud

Wieczór upłynął nam na pokazie balijskich tańców. Dostaliśmy rozpiskę ceremonii, która obejmowała 8 tańców, każdy miał symbolizować konkretny etap życia Balijczyka. Zabawne. Dla nas każdy był podobny do siebie :). Przyszliśmy 40 minut wcześniej, a ludzi było już mnóstwo, dorwaliśmy miejsca od boku, co ostatecznie nie było złym rozwiązaniem, wszystko widzieliśmy dokładnie.

Te trzy dni w Ubud na Bali były bardzo dobre, wypoczęliśmy, mimo wszystko dużo zwiedzając. Różnica polega na tym, że nie pokonywaliśmy takich kosmicznych odległości jak na Javie. Z Bali ruszamy na Gili Trawangan zakosztować tutejszego plażowania, snorkellowania i najzwyczajniej pochillować!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *