Wschodnia część Kanady, czyli 5 prowincji w 2.5 tygodnia

O wizycie w Kanadzie właściwie decyduje przypadek. Nie planowaliśmy tego kierunku podczas wstępnych przygotowań trasy. Problemy wizowe na początku podróży spowodowały, że nie mogliśmy polecieć do Stanów Zjednoczonych (historia z tym związana jest opisana w poście Plan podróży) i właśnie dlatego zmieniliśmy kierunek. Wybór padł na Kanadę.

Zdecydowaliśmy się zwiedzić wschodnią część kraju. Mieliśmy do zagospodarowania 17 dni i wcześniej nieświadomi ogromnych odległości myśleliśmy, aby podzielić ten czas między wschodem a zachodem. To właśnie z prowincji Alberta i British Columbia znajdujących się na zachodzie kraju pochodzą obrazki wzięte wprost z tapet Windowsa (patrz np. Banff National Park). Jako, że lot mieliśmy do Montrealu, a 17 dni później samolot z Toronto do Limy, zdecydowaliśmy się skupić tylko na wschodniej części. Skłamałabym, pisząc, że była to dla nas łatwa decyzja. Nie tak prędko przyszło nam zrezygnować z krajobrazów Gór Skalistych. Kuszący zachód Kanady pozostawiamy jednak na osobną podróż w przyszłości.

Wschód nie wzbudził w nas zbyt wielu zachwytów. Być może „skażeni” pięknem Islandii mamy większe wymagania wobec tego, co widzimy. Dzieląc się wrażeniami z gospodarzami, u których nocowaliśmy w trakcie podróży po Kanadzie, widzieliśmy, że nie rozumieją naszego rozczarowania częścią odwiedzonych miejsc. Nie zrezygnowalibyśmy z wizyty w niektórych miastach, a o innych chętnie byśmy zapomnieli. Problem Kanady jest taki, że jest zbyt ogromna (a loty krajowe niestety drogie), aby ogarnąć ją w całości w trakcie 2-3 tygodniowego wyjazdu. Wypunktujemy więc miejsca, które widzieliśmy i opatrzymy je komentarzem wraz z naszą subiektywną oceną. Poniżej prezentujemy mapkę z całością zrealizowanej przez nas trasy (ok. 5000 km).

Quebec

Montreal

To drugie co do wielkości miasto w Kanadzie. Znajduje się we francuskojęzycznej prowincji Quebec i tym językiem potrafi posługiwać się tu 94,5% mieszkańców! Jeśli tak jak my nie znacie francuskiego, nic nie szkodzi! Po angielsku w Montrealu porozumiemy się bez problemu, bo ok. 60% populacji mówi zarówno po francusku jak i po angielsku. Zaskoczyliśmy się, gdy dowiedzieliśmy się, że Montreal jest wyspą! W sumie to prawda – otoczony jest od południa wodami z rzeki Św. Wawrzyńca, a od północy Rivière des Prairies. Nazwa miasta pochodzi od góry Mont Royal, na którą można wejść i obejrzeć centrum z góry (wszystkie wieżowce są niższe od góry Mont Royal, co wynika z nałożonego prawa).

20180920 20180920  9200129 - Wschodnia część Kanady, czyli 5 prowincji w 2.5 tygodnia
Widok na biznesowe centrum Montrealu z góry Mont Royal

W Montrealu nietrudno zauważyć wysoką aktywność wśród mieszkańców. Wiele osób biega, mnóstwo jeździ na rowerach. Takie zwyczaje również są widoczne wśród policjantów – spotkaliśmy  i takich na rowerach, jak i tych jeżdżących konno!

Na Montreal przeznaczyliśmy 2 dni. Wzięliśmy udział w Free Walking Tourze i bardzo polecamy tę formę zwiedzania miasta. Dzięki lokalnemu przewodnikowi możemy dowiedzieć się ciekawostek i informacji praktycznych o mieście i kraju, a ceną takiej wycieczki jest napiwek, który dobrowolnie decydujesz się przekazać przewodnikowi. My dowiedzieliśmy się np, że Montreal jest przyjemnym i tanim miejscem do życia. Cena wynajmu mieszkania w centrum miasta jest bardzo zbliżona do wynajmu takiego mieszkania w centrum Krakowa, a zarobki są tu znacznie wyższe!

Montreal obfituje w restauracje oferujące kuchnie z całego świata. To raj dla kulinarnych smakoszy, a najlepsze jest to, że znajdziemy tu restauracje na każdą kieszeń. My wybieraliśmy miejsca niskobudżetowe i zasmakowaliśmy się w chińskiej dzielnicy. Jednak będąc w Montrealu warto spróbować również lokalnych smakołyków, a konkretnie poutine, smoked meat oraz bajgla. Poutine to przekąska obiadowa składająca się z frytek i serowych klusek polanych sosem pieczeniowym. Smoked meat to wędzone mięso wołowe, najczęściej serwowane w kanapce z dodatkiem musztardy. Bajgle to montrealski przysmak, który możemy przyrównać do naszych krakowskich obwarzanków, choć w przeciwieństwie do nich bajgle służą jako pieczywo kanapkowe. Pierwszego poutine i smoked meat skosztowaliśmy w mijanym food trucku i nie podeszły nam te montrealskie pyszności – sos pieczeniowy był napakowany benzoesanem sodu, a smoked meat zbyt słone. Jako, że nasz host polecił nam wybrać się jeszcze raz do sprawdzonego miejsca, tak też zrobiliśmy. Poutine z Patati Patata był wyśmienity, smoked meat z Schwartz’s idealne, a bajgel z Fairmount Bagel bardzo smaczny!

Pierwszego dnia wybraliśmy się również do włoskiej dzielnicy Little Italy na targ z warzywami i owocami, których było tam od koloru do wyboru! Przechadzając się jego uliczkami, zachwycaliśmy się ogromnym wyborem gatunków owoców i warzyw.

I jak nie zakochać się w kulinarnym obliczu Montrealu?

20180919 20180919  9190011 - Wschodnia część Kanady, czyli 5 prowincji w 2.5 tygodnia

Choć staramy się unikać płatnych atrakcji, skuszeni rekomendacją z Free Walking Tour udaliśmy się zobaczyć wnętrze Bazyliki Notre-Dame (yhy, nie tylko Paryż ma swoje Notre Dame). Koszt wejścia za osobę to 6 CAD. Naszym zdaniem warto wydać te kilka dolarów. Bazylika jest przepiękna, najbardziej spodobało nam się podświetlenie ołtarza. W ramach ciekawostki – w tym miejscu ślub brała Céline Dion.

Aby zobaczyć miasto z góry można wjechać na wieżę zegarową (Clock Tower), która znajduje się przy wejściu do starego portu, tyle tylko, że w połowie września była już nieczynna!

20180919 20180919  9190085 - Wschodnia część Kanady, czyli 5 prowincji w 2.5 tygodnia

W Montrealu funkcjonuje tzw. underground city, czyli miasto podziemne. To długa sieć korytarzy między stacjami metra, w których znajdują się sklepy.

Jeśli chcemy wypić kawę w ładnym miejscu, a do tego popracować w otoczeniu pięknej architektury, warto udać się do Crew Collective & Cafe.

Bardzo urokliwymi uliczkami są Saint-Denis, Saint-Laurent i Sainte-Catherine. Dwie pierwsze obfitują w restauracje i sklepy, a ostatnia przechodzi przez gejowską dzielnicę Gay Village, w której od pierwszego wejrzenia można dostrzec elementy charakterystyczne, tj. tęczowe flagi. Przez całą ulicę między latarniami zawieszone są kolorowe plastikowe kulki, które na przestrzeni całej uliczki tworzą wielobarwną tęczę.

20181001 20181001  a011221 - Wschodnia część Kanady, czyli 5 prowincji w 2.5 tygodnia
Sainte-Catherine w dzielnicy Gay Village

Po tych dwóch dniach w Montrealu pojechaliśmy na lotnisko odebrać zamówione wcześniej auto i od tej pory ruszamy w długą trasę z zamiarem zwiedzenia fragmentu wschodniej części Kanady.

Quebec City

Najbardziej francuskie miasto w prowincji o tej samej nazwie – Quebec. Tutaj często trudno jest porozumieć się po angielsku. Nasz pierwszy dzień w Quebecu był bardzo deszczowy, ale na szczęście kolejnego dnia warunki bardziej sprzyjały robieniu zdjęć. My spacerowaliśmy po tym mieście, tak najzwyczajniej, podziwiając francuską zabudowę, wąskie uliczki, piękne murale, a paryski klimat czuć tu na odległość.

img 20180921 153507 - Wschodnia część Kanady, czyli 5 prowincji w 2.5 tygodnia

Przepiękny widok na miasto wraz z górującym nad nim zamkiem Château Frontenac rozpościera się z cytadeli, jednak nie ma konieczności wchodzenia na samą cytadelę (wejście jest płatne), wystarczy przejść się otaczającymi ją wałami. Zamek Château Frontenac stanowi obecnie luksusowy hotel (ponoć jeden z najczęściej fotografowanych na świecie).

Spacer deptakiem Boulevard Champlain gwarantuje piękne widoki z jednej strony na rzekę Św. Wawrzyńca, a z drugiej na Vieux-Québec (stare miasto).

20180922 20180922  9220213 - Wschodnia część Kanady, czyli 5 prowincji w 2.5 tygodnia

Przepych francuskiego klimatu zapewnia uliczka Rue du Petit Champlain z mnóstwem sklepików, kawiarni i restauracji.

img 20180921 152947 - Wschodnia część Kanady, czyli 5 prowincji w 2.5 tygodnia

Niedaleko tej ulicy znajduje się Rue du Cul-de-Sac, nad którą wisiało mnóstwo parasoli w jesiennych barwach.

20180921 20180921  9210174 - Wschodnia część Kanady, czyli 5 prowincji w 2.5 tygodnia

Chętnie wybralibyśmy się na Free Walking Tour po mieście, ale przewodnik, który je organizuje w tym czasie był na wakacjach.

W mieście znajduje się Parlament, który można zwiedzać zupełnie za darmo, a kilka razy w ciągu dnia odbywa się oprowadzanie po parlamencie wraz z anglojęzycznym przewodnikiem. Na drugim piętrze budynku znajdują się dwie sale o bardzo pięknych wnętrzach – sala sejmu i sala senatu, w których odbywają się obrady.

img 20180921 134235 - Wschodnia część Kanady, czyli 5 prowincji w 2.5 tygodnia

Niedaleko Quebecu znajduje się wodospad Montmorency – wyższy niż Niagara, który można zwiedzać, spacerując po przygotowanych stalowych mostkach wiodących nad wodospadem. Można przejechać się na linie tuż przy wodospadzie, a zważywszy na jego wysokość (84 m) to najpewniej atrakcyjna rozrywka (nie próbowaliśmy, bo szkoda nam budżetu na takie szaleństwa, koszt w przeliczeniu na PLN to około 100 zł za osobę). Quebec jest na liście miejsc, których nie chcielibyśmy pominąć w naszej podróży po Kanadzie!

20180922 20180922  9220251 - Wschodnia część Kanady, czyli 5 prowincji w 2.5 tygodnia

Charlevoix

To region w prowincji Quebec, do którego prowadzi trasa St. Lawrence Route. To, co widzieliśmy przerosło nasze oczekiwania. Piękna, złota kanadyjska jesień w pełnej odsłonie. Byliśmy tam w idealnym momencie – część drzew wciąż pozostawała zielona, a część mieniła się barwami jesieni. Chętnie spędzilibyśmy kilka dni na terenie parków narodowych w tym rejonie (np. Grands-Jardins National Park, który oferuje również szlaki wspinaczkowe, tzw. via ferrata). Niestety gonił nas czas. Ten region zwiedzaliśmy już w drodze powrotnej z Prince Edward Island, ale opis zamieszczam w tym miejscu, jako, że należy do prowincji Quebec.

New Brunswick

Fredericton

To miasto pominęlibyśmy za to bardzo chętnie! Jadąc z Quebecu do Saint John w prowincji New Brunswick zatrzymaliśmy się tutaj na nocleg. Na jednym z blogów wyczytałam, że to bardzo atrakcyjne kosmopolityczne miasto, które oferuje dania rodem z Karaibów. Byliśmy tam w niedzielę, oprócz otwartej kawiarni i kilku punktów z fast foodami nie znaleźliśmy żadnej restauracji, która tego dnia mogłaby zaserwować nam jakiś posiłek. Nawet gdybyśmy byli tam w poniedziałek, to nasze zdanie o tym mieście nie uległoby wielkiej zmianie – szare, bure i ponure, bez wyróżniającego się centrum. To miasto stanowi stolicę prowincji New Brunswick i prawdopodobnie dlatego w niedzielę restauracje były pozamykane (zabawne, bo supermarkety były czynne – kompletnie odwrotna zasada niż obecnie wprowadzona u nas w kraju).

Saint John

To miasto również nie uważamy za warte szczególnej uwagi. Jadąc w stronę Zatoki Fundy można się tu zatrzymać na spacer wzdłuż portu. Co do atrakcji w mieście nie będę szaleć w opowieściach, bo nie urzekły nas kompletnie. Latarnia Three Sisters Lamp była niemałym rozczarowaniem. Kierując się w jej stronę, rozglądaliśmy się, gdzie może być ta atrakcja. Mapa wskazywała miejsce, w którym własnie się znajdowaliśmy. Nagle mnie olśniło i mówię „Czekaj, to chyba to. Haha.” Three Sisters Lamp wygląda jak latarnia uliczna, ale nie – ona również pełni funkcję nawigacyjną dla przypływających do portu statków. Latarnia składa się z trzech kloszy (stąd nazwa Three Sisters) i jeśli żeglarze widzą zapalone wszystkie trzy, to jest to dobry znak – płyną we właściwym kierunku do portu.

20180923 20180923  9230299 - Wschodnia część Kanady, czyli 5 prowincji w 2.5 tygodnia

Niedaleko znajduje się Irving Nature Park z wieloma szlakami spacerowymi, a ponieważ park ten ma dobre opinie, myśleliśmy, aby się tam wybrać. W końcu zdecydowaliśmy się jechać dalej do samej Zatoki Fundy, ale Irving Nature Park wydaje się być dobrym miejsce na odpoczynek w podróży.

W samym Saint John zjedliśmy pierwszego w swoim życiu homara. Nie zdążyliśmy obejrzeć tutoriala na youtubie, a już mieliśmy na stole talerz z homarem i różne dziwne narzędzia do jego konsumpcji. Kanadyjka siedząca obok przy stoliku widząc naszą niewiedzę wobec sposobu jedzenia, podeszła posłużyć nam pomocą. Zabawna sytuacja, ale świetnie pokazuje, jak mili i pomocni są Kanadyjczycy! Gdybyśmy wiedzieli, że jadąc dalej na wschód będziemy mogli zjeść homara po bardziej okazyjnych cenach, najpewniej wstrzymalibyśmy się z degustacją jeszcze trochę! W okolicy Zatoki Fundy homary przyrządzano już od 25 CAD, my za homara w Saint John zapłaciliśmy nieco ponad 40 CAD (restauracja Billy’s Seafood Company raczej też była poziomie, może stąd wyższa cena). Homara w sklepie do samodzielnego przyrządzenia kupimy już za 14 CAD.

20180923 20180923  9230316 - Wschodnia część Kanady, czyli 5 prowincji w 2.5 tygodnia

Bay of Fundy

Do Zatoki Fundy jechaliśmy w jednym celu – zobaczyć największe na świecie pływy w Hopewell Rocks. Pływy mają miejsce dwa razy w ciągu doby, a dokładne godziny ich wystąpienia w danym dniu są podane na tablicy przed wejściem na teren parku, w którym znajdują się Hopewell Rocks (wejście kosztuje 10 CAD za osobę).

20180924 20180924  9240376 - Wschodnia część Kanady, czyli 5 prowincji w 2.5 tygodnia

Te formacje skalne znajdujące się w Zatoce Fundy podczas przypływu są otoczone wodą, a kiedy nastaje odpływ można przechadzać się po brzegu zatoki i podziwiać je z bliska. Różnica między przypływem a odpływem wynosi tu aż 14 m.

Spędzając noc w Moncton w ramach couchsurfingu u Evy, dowiedzieliśmy się, że warto wcześniej wybrać się do miejsca, w którym widać nadchodzącą falę przypływową – Bore View Park, w samym centrum miasta. W Internecie można sprawdzić dokładną godzinę, kiedy taka fala ma się pojawić. To było bardzo ciekawe doświadczenie. Dokładnie po wybiciu ustalonej godziny naszym oczom ukazała się biegnąca fala, która wypełniała wodą brzegi kanału stanowiącego część zatoki.

20180924 20180924  9240369 - Wschodnia część Kanady, czyli 5 prowincji w 2.5 tygodnia

Po tym widowisku udaliśmy się do Hopewell Rocks, aby zobaczyć na własne oczy efekt przypływu. Wieczorem, już po odpływie spacerowaliśmy brzegiem zatoki.

20180924 20180924  9240545 - Wschodnia część Kanady, czyli 5 prowincji w 2.5 tygodnia
Hopewell Rocks po odpływie

Noc spędziliśmy na darmowym campingu The Shire. Camping jest prowadzony przez starszego pana, który ma dom tuż naprzeciw. Na jego terenie znajduje się toaleta, ładnie przygotowane miejsce do zrobienia ogniska i budka, w której można wpisać się do księgi gości i w spokoju przygotować obiad (kilka tamtejszych przyrządów kuchennych może się przydać). Ładnie ścięta trawa i równa powierzchnia pozwalają bez problemów rozbić namiot. To bez wątpienia piękne, że ktoś z dobrego serca i bezinteresownej chęci pomocy utrzymuje taki teren dla podróżujących. Jeśli ktoś ma ochotę wspomóc finansowo rozwój campingu, może zostawić w przygotowanym do tego miejscu swój datek.

Wzdłuż zatoki od miejscowości Alma rozciąga się Fundy National Park, w którym przemierzając górskie szlaki możemy podziwiać krajobrazy roztaczające się wokół zatoki. W parku znajdują się dwa jeziora, po których w sezonie można pływać kajakiem lub rowerkiem wodnym (godzina wypożyczenia kajaku kosztowała ok. 15 CAD). Do każdego parku narodowego w Kanadzie należy wykupić pozwolenie na korzystanie z parku, tzw. permit (do tego parku kosztował 15 CAD za dwie osoby). Pokazuje się go np. przy wjeździe na campingi, aby móc z nich korzystać (choć one i tak są dodatkowo płatne, w jednym z campingów w Fundy National Park cena za miejsce na namiot wynosiła 20 CAD).

Eva, u której nocowaliśmy dzień wcześniej poleciła nam wstąpić do piekarni Hofer’s German Bakery w Hillsborough oddalonej od Almy o 55 km. Jadąc znad Zatoki Fundy w stronę kolejnej prowincji, Nowej Szkocji, po drodze wstąpiliśmy w to miejsce. Kupiliśmy kilka bułek (serowych, z makiem i sezamem). Bardzo smaczne, ale po szczególnej rekomendacji Evy oczekiwaliśmy czegoś specjalnego. Piekarnia znajdowała się w niefunkcjonującym już kościele i często widzieliśmy taką sytuację – opuszczone kościoły zostawały zamieniane na sklepy i inne miejsce użytkowe.

Jadąc do Hallifax chcieliśmy przejechać kawałek polecanej drogi Fundy Coastal Drive. I tu miało miejsce nasze kolejne rozczarowanie. Doszukiwaliśmy się na siłę piękna trasy, którą jedziemy, ale trudno było nam je znaleźć. Zwykła szutrowa droga, wokół której rosło wiele drzew, a na niektórych odcinkach wyłaniały się wody Zatoki Fundy, w której panowie łowili ryby.

Nova Scotia

Halifax

To miasto bardzo polecamy. Piękne zarówno w nocy jak i za dnia. Wieczorem spacerowaliśmy wokół cytadeli, podziwiając rozświetlone miasto u jej dołu, chadzaliśmy jego uliczkami, obserwując, jak tętni tutejsze życie. Czuć tu szkocki klimat, gdzieniegdzie można usłyszeć dźwięk kobzy i zobaczyć panów w szkockich kiltach. Nie bez powodu region ten nazywany jest Nową Szkocją.

img 20180926 142246 - Wschodnia część Kanady, czyli 5 prowincji w 2.5 tygodnia

Niemal wszystkie knajpy i restauracje były wypełnione ludźmi, a w części z nich grała muzyka na żywo. Kolejnego dnia wybraliśmy się do Farmer’s Market, w którym niestety najpewniej z powodu tygodnia roboczego większość stoisk była pozamykana.

Zwiedzaliśmy również Maritime Museum of the Atlantic. Okazało się, że poprzedniego wieczora wejście było darmowe (wtorek wieczór). Szkoda, że nie wstąpiliśmy wtedy, zaoszczędzilibyśmy 9,55 CAD od osoby. W muzeum znajduje się stała wystawa Titanica opowiadająca o historii jego tragedii. Wśród zachowanych z tej tragedii przedmiotów znajdziemy wyłowioną szafeczkę znajdującą się wówczas w łazienkach należących do pierwszej klasy. Dodatkowo wyłowiony został fragment drewnianych poręczy słynnych schodów z filmu „Titanic”, na których spotykała się Rose z Jackiem.

Jako, że Halifax jest miastem znajdującym się najbliżej miejsca tragedii Titanica na Atlantyku, to tutaj w 1914 roku organizowano akcje ratunkowe i transportowano zwłoki ofiar. Na cmentarzu Fairview Lawn Cementary znajduje się 121 z 150 przetransportowanych do Halifax ciał, niektóre z nagrobków nie mają nazwisk, ponieważ ciał nie zdołano zidentyfikować, nadane są im tylko numery, które miały ułatwić ich identyfikację podczas akcji wydobywania.

Peggy’s Cove

W tym miasteczku znajduje się obiekt pożądania turystów z całego świata. Napływają tu masowo autokary, samochody osobowe i campery po to, aby zobaczyć latarnię morską osadzoną na skałach tuż przy Atlantyku. Tego fenomenu nie możemy zrozumieć, przekracza nasze pojęcie atrakcji turystycznej.

20180926 20180926  9260642 - Wschodnia część Kanady, czyli 5 prowincji w 2.5 tygodnia

Peggy’s Cove to kolorowe miasteczko, w którym rząd zakazał dalszej zabudowy, a na odwiedzających to miejsce turystów czekają restauracje, w których również serwuje się homary. Tuż przy latarni znajduje się sklep z pamiątkami z Peggy’s Cove i generalnie z całej Nowej Szkocji.

20180926 20180926  9260663 - Wschodnia część Kanady, czyli 5 prowincji w 2.5 tygodnia

Stąd pojechaliśmy do Lunenburgu na nocleg w sieci hotelowej Walmart i za potrzebą prądu poszliśmy na pizzę do J3 Pizza prowadzonej przez Libańczyków – pychota!

20180927 20180927 p9270678 - Wschodnia część Kanady, czyli 5 prowincji w 2.5 tygodnia

Sugar Moon Farm

Kierując się na Wyspę Świętego Edwarda chcieliśmy dołożyć sporo drogi i przejechać trasę Cabot Trail – na zdjęciach i w opiniach wygląda na bardzo atrakcyjną, jednak ze względu na zapowiadane deszcze zrezygnowaliśmy, bo brak ładnej pogody odebrałby jej wiele uroku. Zatrzymaliśmy się na nocleg w New Glasgow, również w naszej sieciówce hotelowej Walmart (^.^), a kolejnego dnia kierowaliśmy się do Sugar Moon Farm, w której produkuje się naturalny syrop klonowy. Bo jak Kanada, to liść klonu, a jak liść klonu to pyszny syrop klonowy – będąc w prowincji Nova Scotia nie można pominąć tego miejsca!

20180928 20180928 p9280723 - Wschodnia część Kanady, czyli 5 prowincji w 2.5 tygodnia

Za 5 CAD od osoby można skorzystać z oprowadzania po farmie prowadzonego przez właścicielkę, które obejmuje opowieści o procesie produkcji i wydobywania syropu z drzew klonu. Na miejscu jest restauracja, my zamówiliśmy naleśniki (typowe pancakes) z syropem klonowym oraz kawę, również z syropem.

20180928 20180928 p9280722 - Wschodnia część Kanady, czyli 5 prowincji w 2.5 tygodnia

Można też wyposażyć się w buteleczkę syropu klonowego (od ok. 5 CAD za najmniejszą pojemność, czyli 100 ml), a warto zwrócić uwagę na różnice między nimi. Każda butelka jest opatrzona kolorowym kółkiem, które w zależności od koloru oznacza porę wydobycia syropu klonowego (od wczesnego do późnego sezonu, a okres wydobywania to zaledwie 4-6 tygodni). W zależności od pory zmienia się smak syropu, a takiej degustacji możemy zakosztować również podczas oprowadzania po farmie.

Prince Edward Island

Charlottetown

Po wizycie na farmie udaliśmy się już w stronę Mostu Konfederacji (koszt to 47 CAD, płatne przy wyjeździe z Prince Edward Island), aby dostać się na PEI. Zatrzymaliśmy się w miejscowości Charlottetown i cały wieczór spędziliśmy w klimatycznym Bar1911 z dużą ilością piw do wyboru (kilka dolarów za rzemieślnicze piwo). Kolejnego dnia rano udaliśmy się na sobotni targ Farmer’s Market w Charlottetown, z polecenia właścicielki farmy Sugar Moon Farm. Lokalni farmerzy sprzedają tam swoje produkty, a wiele straganów oferuje posiłki i przekąski. My skosztowaliśmy ciastka ze słonym karmelem i bagietki czosnkowej Garlic Twist (byliśmy tam rano, więc na typowo obiadowe posiłki nie mieliśmy zupełnie ochoty).

img 20181004 143944 - Wschodnia część Kanady, czyli 5 prowincji w 2.5 tygodnia

Potem pojechaliśmy do Parku Victorii, w którym akurat odbywała się impreza zachęcająca do rekrutacji do kanadyjskiego wojska.

20180929 20180929 p9290767 - Wschodnia część Kanady, czyli 5 prowincji w 2.5 tygodnia

W centrum zwiedziliśmy St. Dunstan’s Basilica i Confederation Landing Park, w którym podpisano umowę konfederacyjną stanowiącą zaczątek dzisiejszej Kanady.

Z Charlottetown pojechaliśmy pół godziny drogi na północ do Dalvay Beach uznawanej przez niektórych za najładniejszą plażę na wyspie. Faktycznie, była bardzo ładna, aż szkoda, że byliśmy tam po sezonie.

20180929 20180929  9290827 - Wschodnia część Kanady, czyli 5 prowincji w 2.5 tygodnia

Cavendish

W tym mieście urodziła się i wychowała Lucy Maud Montgomery, autorka „Ani z Zielonego Wzgórza”. W powieści Zielonym Wzgórzem była rodzinna miejscowość Lucy. Opisywane w książce Haunted Woods i Lovers Lane faktycznie istnieją i dzisiaj możemy je zwiedzać, próbując przenieść się wyobraźnią do historii opisanych w książce.

Bilet na zwiedzanie Green Gables (Zielonego Wzgórza) kosztuje 6,3 CAD za osobę i oprócz wspomnianych miejsc można zwiedzić urządzony na wzór opisu z powieści domek rodziny Lucy, w którym pisarka często przebywała, a w którym miała mieszkać Ania, bohaterka książki. Cieszymy się, że tu przyjechaliśmy, aczkolwiek Haunted Woods i Lovers Lane stanowią fragmenty spacerowe lasu, niczym niewyróżniającego się od innych lasów. Zielone Wzgórze to właściwe ogromne pole golfowe. Inaczej wyobrażaliśmy sobie to miejsce, myśleliśmy, że faktycznie nad okolicą będzie dostojnie wyłaniać się jakiś zielonkawy pagórek. Dobrze, że prócz tych dwóch ścieżek spacerowych przygotowano dla zwiedzających domek Ani, bo według nas stanowi tam największą atrakcję.

Ontario

Niagara Falls

W oddalonym od Toronto o niecałe 2 godziny drogi mieście Niagara Falls na rzece Niagara na granicy Kanady i USA znajduje się najpotężniejszy wodospad świata. Na przyjeżdżających turystów czeka kilka możliwości jego eksploracji. Można wjechać na wieżę Skylon, by podziwiać go z góry, a dzięki wydrążonemu tunelowi można wejść za wodospad, by zbliżyć się do jego serca. Można także podziwiać go z łódki płynącej po rzece, by poczuć siłę Niagary i jej krople na swojej twarzy. Ostatnią, już darmową możliwością jest spacer deptakiem wzdłuż rzeki i korzystanie z pozujących do zdjęć mew. Każdy znajdzie coś dla siebie!

W mieście Niagara Falls znajduje się również kasyno, Casino Niagara (wstęp bezpłatny, mimo zakazu zdjęć udało nam się pstryknąć co nieco) i tu połowicznie spełniliśmy kolejne z marzeń naszej listy – zagraliśmy na jednorękim bandycie, przegrywając [chlip chlip] 5 CAD. Marzenie spełniliśmy połowicznie, ponieważ pierwotnie chcieliśmy zagrać w kasynie w Las Vegas 🙂

20181003 20181003  a031403 - Wschodnia część Kanady, czyli 5 prowincji w 2.5 tygodnia

Toronto

Metropolia Toronto jest przeogromna! Mieszkając u Satya w ramach couchsurfingu dojeżdżaliśmy do centrum 1,5 godziny. Koszmar! Auto oddaliśmy dwa dni wcześniej, uznawszy, że w mieście i tak mielibyśmy problem z parkowaniem. Kupiliśmy bilet na dwa dni, na każdy dzień osobny bilet, ponieważ nie było łączonego 2-dniowego. I tutaj nasza rekomendacja – bilet obowiązuje do 5:30 rano kolejnego dnia, nawet jeśli kupimy go o 20:00, to kończy się już o 5:30 następnego dnia, dlatego warto przemyśleć, czy aby na pewno potrzebujemy takiego biletu (jego koszt to 12,5 CAD; bilet jednorazowy dla osoby dorosłej kosztuje 3,25 CAD).

20181004 20181004  a041510 - Wschodnia część Kanady, czyli 5 prowincji w 2.5 tygodnia

Na Toronto mieliśmy zaledwie jeden wieczór i cały kolejny dzień. Downtown (biznesowym centrum Toronto) wieczorną porą jest tak mocno podświetlony, a bilbordy atakują nas z każdej strony… można poczuć się jak w Nowym Jorku (no i mam swoje USA :))

20181003 20181003  a031449 - Wschodnia część Kanady, czyli 5 prowincji w 2.5 tygodnia

Zdecydowaliśmy się skorzystać z dwóch Free Walking Tour, jeden oprowadzał po downtown, a drugi po Old Toronto (Starym Mieście). Nasza przewodniczka miała bardzo amerykański styl, co czasami było irytujące. Z tych dwóch wycieczek zdecydowanie polecamy tę pierwszą – historie opowiadane podczas Old City Free Walking Tour były dość kiepskie i nie wnosiły zbyt wiele do wiedzy o mieście. Z kolei oprowadzanie po biznesowej części miasta było bardzo interesujące. Dowiedzieliśmy się, że część scen do serialu „Suits” jest kręcona właśnie w Toronto i to tutaj znajduje się lobby z serialu. W mieście znajduje się także szklany biurowiec, którego szyby zawierają 24-karatowe złoto. Ten zabieg ma swoje praktyczne wyjaśnienie – złoto odbija światło, więc w lecie budynek się tak nie nagrzewa, a z kolei zimą inne budynki mogą korzystać z ciepła zawartego w odbijanych promieniach słonecznych.

20181004 20181004  a041460 - Wschodnia część Kanady, czyli 5 prowincji w 2.5 tygodnia

W Toronto, tak jak w Montrealu jest wiele świetnych restauracji. My standardowo szukaliśmy tańszych miejsc na smaczny posiłek i zakochaliśmy się w koreańskiej dzielnicy!

Tak jak wspomniałam na początku, nie każde odwiedzone w tej części Kanady miejsce nas urzekało. Bywały i takie, które wprowadzały nas w posmucenie. W aucie spędzaliśmy mnóstwo czasu, co momentami było irytujące.  Zatem skoro tyle czasu poświęciliśmy na dotarcie w dane miejsce, a ono było dużo poniżej naszych oczekiwań – sami rozumiecie – nie byliśmy zadowoleni. Choć nie zakończyliśmy obecnej wyprawy, wiemy, że kolejna będzie łączyć wizytę w USA z zachodnią częścią Kanady!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *